GŁOSOWALIŚMY DLA ŚMIECHU
Serdecznie zapraszam do zapoznania się z sześcioma super-dowcipami. Zostały
one uznane przez blisko dwustu studentów za najlepsze z "listy 20"
najśmieszniejszych żartów, zgłoszonych przez Was w moim konkursie SZUKAM
HUMORU. Po odbytym głosowaniu w internecie - w maju zostały ogłoszone wyniki i wręczone nagrody.
A oto czołowa szóstka, jeszcze w przypadkowej kolejności...
Banknot:
Umarł banknot 200-złotowy.
Przychodzi do nieba i Bóg, pomimo swej wielkiej dobroci mówi mu: Do piekła!
Zasmucony banknot udaje się do kotła piekielnego, z którego widzi, jakby było
wspaniale w niebie... Umarł banknot 100-złotowy. Pan Bóg jego również wysyła
do piekła.
Umarł banknot 50 złotowy. I znów do
piekła. Podobnie z dwudziestozłotowym. Umarła pięciozłotówka, ale i ona trafiła
do piekła, tak jak i dwuzłotówka, i złotówka. Gdy przed Panem Bogiem stanęła
pięćdziesięciogroszówka, ten uradowany wziął ją do siebie i
posadził po prawicy. Inne nominały zaczęły krzyczeć:
Ofiara:
Dwóch Szkotów założyło się, który z nich da na tacę mniejszą ofiarę.
Gdy kościelny zbliżył się do nich, pierwszy położył pensa i triumfalnie
spojrzał na kolegę.
Babcia:
Babcia wypełnia papierki w banku wypełnia, wypełnia, wreszcie wypełniła i oddaje bankierowi, a bankier:
Instrukcja obsługi bankomatu:
ONA:
Przesyłka:
Studiujący w Warszawie Stefan napisał do domu list z prośbą, żeby ojciec
przysłał mu pieniądze. Po paru dniach Stefan odbiera na poczcie 50 złotych
oraz mały liścik. "Wysyłam Ci pieniądze, o które prosiłeś. Chciałem Ci też
zwrócić uwagę, że 50 pisze się z jednym zerem, a nie z dwoma”.
Przewodnik:
W Irlandii przewodnik w górach objaśnia:
Z pozostałych
czternastu dowcipów z "listy 20" najśmieszniejszych, także można
się pośmiać...
Najlepsze żarty spoza
tej szóstki i czternastki, będę zamieszczać stopniowo. Dziękuję za udział!
- Dlaczego ona jest z Tobą Panie, a my nie?
A Pan Bóg popatrzył na nie i zapytał:
- A kiedy ja was ostatni raz widziałem w kościele?
- To było za nas dwóch - szepnął kościelnemu drugi, żegnając się pobożnie.
- Ale jeszcze musi się pani tu podpisać.
- A jak mam się podpisać?
- No, normalnie, tak jak się pani podpisuje na liście.
Babcia napisała: "Całuję Was mocno - Babcia Alina".
ON:
Podjechać. Włożyć kartę. Wprowadzić PIN. Wziąć pieniądze, kartę i kwitek. Oryginalny kwitek schować,
a do saszetki włożyć uprzednio przygotowany do pokazania żonie. Odjechać.
Podjechać. Puścić sprzęgło. Zakląć na szarpnięcie. Wrzucić luz.
Ustawić lusterko wsteczne na swoją twarzyczkę. Skrzywić się do lusterka.
Poprawić makijaż. Umiechnąć się do lusterka. Wysiąść otworem drzwiowym. Włożyć
kluczyki do torebki. Wyjąć kluczyki z torebki i zamknąć drzwi. Dogonić
samochód i zaciągnąć ręczny. Przejść dwie przecznice, bo koło bankomatu
miejsce tylko na dwie długości samochodu. Znaleźć kartę w torebce. Włożyć
kartę do bankomatu. Wyjąć z bankomatu kartę telefoniczną i włożyć właściwą.
Znaleźć w torebce karteczkę z zapisanym wcześniej PIN-em. Wprowadzić PIN.
Przestudiować instrukcję. Wcisnąć Cancel. Wprowadzić kod jeszcze raz prawidłowo.
Wcisnąć Cancel. Znaleźć w torebce kartę z PIN-em używanej właśnie karty.
Wprowadzić sumę do wypłacenia. Zmniejszyć sumę do maksymalnego pułapu.
Zmniejszyć sumę do możliwości własnego konta. Wziąć pieniądze. Wrócić do
samochodu. Znaleźć kluczyki do samochodu. Poszarpać się z drzwiami. Poprawić
makijaż. Uruchomić silnik. Ruszyć. Przeprosić w myślach właściciela pojazdu
stojącego z tyłu za porysowany zderzak. Przestawić wsteczne lusterko tak, aby
było widać samochód z tyłu. Wrzucić bieg i puścić sprzęgło. Uruchomić
silnik i zmienić bieg z 3 na 1. Ruszyć. Zatrzymać się. Cofnąć. Wyjść z
samochodu. Wrócić do bankomatu i zabrać kartę z kwitkiem. Ponownie do
samochodu. Włożyć kartę do portfela. Włożyć kwitek do torebki. Zanotować
na karteczce ile się wzięło i ile zostało. Zwolnić trochę miejsca w
torebce, aby zmieścić portfel. Poprawić makijaż. Wrzucić wsteczny bieg. Wrzucić
jedynkę. Ruszyć. Przejechać 3 km. Zwolnić ręczny. Domknąć drzwi. Podjechać
pod sklep. Wydać wszystko. Żyć nie umierać.
- Te wydrążenia w skale powstały dzięki Szkotowi, który zgubił pensa i
powiedział o tym znajomym.